Nadal temperatury nie spadaja ponizej 30°C, wczoraj wieczorem zebralo sie wreszcie na burze, ale te burzy nie maja nic wspolnego z naszymi polskimi ( czyt. jak huknie to zaleje pol miasta), tutaj deszcz kapie jak z konewki:(.
Ale mimo wszystko zrobilo sie wczoraj troche chlodniej i zdarzylam przesadzic( choc nie powinnam) mojego kwiatka, ktorego moja kotka najbradziej sobie upodobala.
Kuchnia zamarla...w takie upaly ciezko jest gotowac,a i ochota na jedzenie jest mala, na szybko udalo mi sie przyrzadzic kotlety warzywne z sezamem + Vogerlsalat ( nie mam pojecia jaka jest polska nazwa),oliwki,papryka, troche fety ,zalane jogurtem nautralnym z odrobina :) majonezu.
Troche bomba kaloryczna, ale ja gdzies pisalam, ze zawsze staram sie jesc to na co mam ochote!
Na deser mocnooo zmrozone lody, podarek od mojego meza :) bardzo lubie lody czekoladowe:) na takie upaly polecam rowniez smakoszom lizaki lodowe sa przeboskie, wynalazek stuleci...:) pozdrawiam i zycze wszystkim aby upaly nie dawaly nam , az tak w kosc!!! ciao
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz